top of page

Samotność.

Bez związ­ków, bez do­świad­cza­nia mi­ło­ści i bez ob­da­rza­nia mi­ło­ścią mar­nie­je­my, upa­da­my i umie­ra­my. Ro­śnie­my dzię­ki na­szym związ­kom i roz­wi­ja­my się dzię­ki nim, za­rów­no w przyj­mo­wa­niu, jak i w da­wa­niu. Jest jed­nak coś dziw­ne­go. Otóż im więk­szej gru­pie lu­dzi da­je­my, im wię­cej lu­dzi dzię­ku­je nam za to tyl­ko, że coś, co po­wie­dzie­li­śmy, zro­bi­li­śmy, wy­cier­pie­li­śmy i osią­gnę­li­śmy, coś, cze­go do­świad­czy­li­śmy, po­mo­gło im, wzbo­ga­ci­ło ich, po­zwo­li­ło im iść da­lej, otwo­rzy­ło przed nimi nowe moż­li­wo­ści i po­słu­ży­ło im do osią­gnię­cia speł­nie­nia, tym bar­dziej mu­si­my się wy­co­fać, tym bar­dziej sa­mot­ni się sta­je­my i tym bar­dziej sa­mot­ni mu­si­my być.

Dziec­ko z po­wo­du sa­mot­no­ści cier­pi i na­wet umie­ra. Ale sa­mot­ność, o któ­rej te­raz po­wie­dzia­łem, jest sa­mot­no­ścią speł­nio­ną. Ona nie izo­lu­je, tyl­ko usta­na­wia mię­dzy nami a in­ny­mi ludź­mi dy­stans, któ­ry czy­ni tę peł­nię zno­śną i za­po­bie­ga jej wy­czer­pa­niu. Wzrok kie­ru­je się od jed­nost­ki ku cze­muś, co wszyst­kich łą­czy i jed­no­czy. Dzię­ki temu od­na­wia się to, co umoż­li­wia słu­że­nie jed­no­st­ce, to, co pod­trzy­mu­je da­wa­nie i bra­nie mię­dzy nami a in­ny­mi. Za­cho­wa­nie dy­stan­su mię­dzy nami a tym, co za wszyst­kim dzia­ła, umoż­li­wia bra­nie, wgląd, dzia­ła­nie we wła­ści­wym cza­sie. Przede wszyst­kim zaś umoż­li­wia po­czy­nie­nie tego szcze­gól­ne­go do­świad­cze­nia, że pust­ka i peł­nia wza­jem­nie się wa­run­ku­ją i że osta­tecz­na mi­łość jest bli­ska i da­le­ka, wią­żą­ca i sa­mot­na. Bert Hellinger




134 wyświetlenia
bottom of page